Rzeszów. Interesy partyjne są wciąż na pierwszym miejscu

Darek Bobak

Ogłoszony wczoraj (15.03.2021) w południe kandydat polityków opozycji parlamentarnej, Konrad Fijołek odmieniał słowo „obywatelskość” przez wszystkie przypadki. Wtórował mu Borys Budka twierdząc, że to mieszkańcy Rzeszowa wybrali swojego kandydata. Podobnie politycy Lewicy, PSL i Polski 2050. A ja zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób mieszkańcy wybrali kandydata oraz co dla polityków oznacza „obywatelskość”?

Politycy jak ognia boją się weryfikacji przez mieszkańców. Po miesiącu bezproduktywnych przepychanek, na stole oficjalnie pojawiła się, przedstawiona przez Nasz Rzeszów, propozycja prawyborów. Oficjalnie – bo w kuluarach istniała już wcześniej. Została zignorowana, mimo że była to opcja mogąca przynieść tylko korzyści dla przedstawionego dziś kandydata. Był on faworytem i prawie na pewno dostałby największą liczbę głosów. I poza poparciem polityków, zyskałby też ogromny atut w postaci wyrażonego w realnym głosowaniu poparcia obywatelek i obywateli.

Dlaczego więc nie spróbował? Tłumaczenie się tym, że do wyborów zostało niewiele czasu, odrzucam. Do zeszłego piątku nikt brakiem czasu się nie przejmował i obserwowaliśmy kolejne, przewijające się jak w kalejdoskopie kandydatury. Kampania prawyborcza mogłaby być równocześnie kampanią wyborczą. W tym czasie można było także zbierać podpisy poparcia dla poszczególnych kandydatek i kandydatów. Jedyną zmianą byłaby weryfikacja kandydatur przez mieszkańców miasta. Wybór kandydatki lub kandydata, dokonany przez mieszkańców, a nie polityków, byłby ogromnym atutem, który z pewnością dołożyłby mu kilka cennych procent w tych niepewnych wyborach. Przykłady znamy: Budapeszt, Włochy. W każdym z tych przypadków kandydat, wyłoniony w powszechnych prawyborach, szedł po zwycięstwo.

Dlaczego więc prawybory się nie odbyły? Bo będąc wybranym w prawyborach, Konrad Fijołek przestałby być zakładnikiem szefów partii, a stałby się kandydatem prawdziwie obywatelskim. Uniezależniłby się od polityków. I jeśli nawet Fijołek to rozumiał, to zrozumieli to także szefowie partii. I z tego właśnie powodu powiedzieli „nie” prawyborom. Ponieważ straciliby ogromny atut możliwości wywierania wpływu na przyszłego prezydenta. A wbrew szumnie głoszonym od 6 lat deklaracjom, że ojczyzna w potrzebie, że wszystkie ręce na pokład, że musimy stawić czoła wspólnemu wrogowi, interesy partyjne są wciąż na pierwszym miejscu. A metoda skuteczna i demokratyczna jest nieakceptowalna, jeśli jednocześnie naruszyć może interesy poszczególnych partii.

A „obywatelskość”? Jest w nazwie niektórych partii i koalicji. To najwyraźniej wystarczy.

Ilustracja: Monika Pasierbska